• Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

                                       Same Love

 

Ken & Lyn

 

Londyn, 1968

 

Tegoroczna zima daje się wszystkim we znaki. 

18-letni Ken niedawno opuścił przytulne gniazdo rodzinnego domu.

 Wkrótce po tym pochłonęła go gorączka londyńskiej wolności. 

 

Tego mroźnego wieczoru zmierzał jak co noc w poszukiwaniu prywatki. 

Zaproszony przez przyjaciela trafił na domówkę. Nie spodziewał się niczego szczególnego po tym wieczorze. Nie czuł się się najlepiej cały dzień. Spędził go przygotowując się do samotnej, kilkumiesięcznej podróży po Europie, która rozpoczynała się następnego poranka.

Chciał pożegnać się z przyjaciółmi i wrócić po raz ostatni do ciepłego łóżka, 

by wypocząć przed przygodą życia. 

 

Koło północy kiedy już miał wychodzić, ujrzał go. 

 

Wysoki, przystojny, ciemnowłosy, nieco zawstydzony 22-latek stał tuż przy drzwiach 

witając się z jego przyjaciółmi.

 

Czemu nie poznał go wcześniej? Gdzie oni go ukrywali przez ostatnie miesiące? 

Wystarczyło jedno spojrzenie. Nie było potrzebne nic więcej. Wiedzieli.

Tę noc spędzili razem, uwiedzeni namiętnością, młodością, wolnością. Świat leżał u ich stóp. 

Nic nie miało dla nich znaczenia, byli tam, pochłonięci wzajemną fascynacją. Nie myśleli o poranku. 

Byli tam. Zawieszeni w czasoprzestrzeni. W odległej rzeczywistości.

Czas płynął jednak, nie robiąc wyjątków, nie zważając na nic, ani na nikogo.

Nie chcieli się rozstawać. 

Nieunikniony ranek nadszedł wraz ze wschodzącym słońcem. Tym samym przyszedł czas rozstania.

Pożegnali się. Ken zarzucił plecak na ramię i nie oglądając się za siebie wyruszył w podróż.

Miesiąc beż żadnych śladów niepokornego chłopca, były dla Lyna nie do zniesienia. Próbował na 

wszystkie sposoby odnaleźć tajemniczego nieznajomego. Nie mógł uwierzyć, że tamten odszedł. 

Pewnego dnia zrozumiał, że tak właśnie musiało być i zaniechał dalszych poszukiwań.

Był marzec, piękny  zimowy poranek zwiastujący nadchodzącą wiosnę. Lyn jak co dzień rano pił swoje 

ulubione cappucino, czytając gazetę. Był w znakomitym humorze. Ten dzień był jego pierwszym dniem w nowej pracy. 

Gotowy podbić Londyński świat korporacji, otwierał drzwi by wyjść z domu i ruszyć przed siebie. Dotykając klamki, 

usłyszał pierwsze dźwięki dzwoniącego telefonu. Już miał wyjść nie odbierając, jednak jego intuicja podpowiadała mu,

 że wielki świat może poczekać na niego jeszcze parę chwil.

Zawrócił do kuchni. Podniósł słuchawkę. 

Usłyszał ten, już prawie zapomniany głos. Czysty, jeszcze niedojrzały, lecz już nie piskliwy. Usiadł. Nie mógł uwierzyć, 

że ta chwila nadeszła.

Wieczór spędzili razem. Zjedli kolację w jednej z najlepszych restauracji Londynu. Nieistotne było, że zjedli kwietniowy czynsz Lyna. 

Znów nic nie było ważne. Zupełnie nic. Cały świat zniknął. Odnaleźli siebie wzajemnie i tylko to miało znaczenie.

Po kilkugodzinnej kolacji zostali wyproszeni z lokalu, śmiali się tak głośno, że wystraszyli niejednego klienta restauracji. 

Ta sytuacja wydała im się znakomitym uwieńczeniem wieczoru, którego nie chcieli kończyć rozstaniem.

Poszli więc do Lyna. Mieszkał w starej, pięknej kamienicy. 

Mieszkanie było przytulne, już nie studenckie, jeszcze nie naznaczone doświadczeniami dojrzałego mężczyzny. Wiele jeszcze nie widziało, 

nie przeżyło. Wszystko wciąż było przed nim... 

Tym razem wspólnie spędzona noc była nocą pełną romantyzmu, ciepła i nieopisanego zrozumienia. Przepełniało ją poczucie wspólności, 

jedności.

Noc nie skończyła się jednak następnego ranka. Trwa ona do dziś. 

 

Sitges. Rok 2013. 46 lat później.

 

Ken i Lyn- dwoje zakochanych. 

Lipiec jak co roku spędzają w Sitges- swoim drugim domu. 

Są wolni, nie wstydzą się swojego szczęścia.

Mężczyźni w dojrzałym wieku, dumni, ze swoich życiowych wyborów. Dumni, 

że nigdy nie musieli spacerować sami. Zawsze mogli liczyć na towarzystwo drugiego. 

Spacerują od przeszło pół wieku tuż obok siebie, przeżywając wspólnie najlepsze i najcięższe chwile życia.

Już nie chłopcy, nie prawie dojrzali adolescenci, tylko mężczyźni, z krwi i kości, których nic nie może zaskoczyć. 

Silni. Z bagażem doświadczeń. Pokorni. Szczęśli. Spełnieni.

Świeże Małżeństwo. 

Wspólnie tworzą harmonię. Są swym wzajemnym dopełnieniem. 

Wciąż przystojny, postawny, jednak siwy Ken i ciepły, serdeczny, rozkoszny Lyn. 

68-latek i 63-latek, z wciąż zauważalną iskrą chłopców, którymi byli, pewnej mroźnej nocy '68 roku na prywatce u wspólnego kolegi. 

Pierwszej nocy reszty ich życia.

 

Brandon & Juan

 

Barcelona. 1981 rok.

 

Luty. Zupełnie zwyczajna, hiszpańska zima. 

Świeżo upieczony biznesman Brandon, wyruszył nad ranem w służbową podróż do Barcelony. 

Cieszył się, zawsze lubił podróżować. Między innymi dlatego zdecydował się otworzyć firmę zajmującą się eksportem whisky. Wiedział, że będzie prowadził życie na walizkach. 

Ostatnie miesiące były dla niego czasem poznawania zupełnie nowego, nieznanego świata. Wiązały się z gruntownym przewartościowaniem jego życia.

Rok temu, będąc w Rotterdamie, zaciekawiony wszedł do jednego z sexshopów. Wchodząc do tego pełnego rozwiązłości przybytku był heteroseksualnym mężczyzną, cieszącym się powodzeniem wielu kobiet. 

Wyszedł ze sklepu wstrząśnięty. Był gejem.

Już w czasach szkolnych, gdy wychodził na boisko, ze swoją drużyną futbolu amerykańskiego, zauważył, że zwraca uwagę na ciała kolegów. Mimo to nigdy nie spodziewał się, że widok mężczyzn może być dla niego podniecający w sposób zdecydowanie seksualny. 

Był pewnym siebie chłopcem, zawsze otoczonym wianuszkiem dziewcząt. Lubił kobiety, uwielbiał uprawiać z nimi miłość. 

Nie spodziewał się, że była to dla niego jedynie namiastka przyjemności. 

Przekonał się o tym dopiero w wieku 26 lat, kiedy po raz pierwszy, po wizycie w Rotterdamskim sexshopie postanowił spróbować zaznać rozkoszy  z innym mężczyzną. 

Zaakceptowanie nowej rzeczywistości, nowego siebie, było dla niego zadaniem zdecydowanie najtrudniejszym w całym życiu. 

Czy nie śmiał się wraz z kolegami z tych zniewieściałych ciot? Przecież sam obraził nie jednego geja! Po prostu nie mógł być jednym z nich!

Starał się sobie udowodnić, że nic się nie zmieniło. Wciąż przecież mógł kochać się z kobietami. Nie jedną, a dziesiątkami! 

Przez następne miesiące od powrotu z Rotterdamu prowadził bardzo rozwiązłe życie, udowadniając sobie, że ten jeden raz spędzony w łóżku z mężczyzną był tylko eksperymentem. 

Eksperymentem zwyczajnym, zupełnie zrozumiałym dla wieku dorastania, poznawania swojego ciała oraz otwierania się na własną seksualność.

19 lutego, stojąc na lotnisku w Londynie, czekając na samolot do Barcelony wciąż nie akceptował zdarzenia sprzed prawie roku, które odmieniło jego postrzeganie świata. Jego świata.

Barcelona urzekła go swym pięknem. 

Drugiego dnia pobytu w tym wspaniałym mieście poznał, pewnego uroczego, zabawnego, piekielnie inteligentnego studenta architektury. Siedział wieczorem w jednym z barów nieopodal hotelu, w którym się zatrzymał. Był sam. W pewnej chwili podszedł do niego Juan. Poprosił o zapalniczkę. Zaczęli rozmawiać.

Rozmowa trwała do rana.

Następne dni spędzili razem, spacerując po Barcelonie. Juan opowiadał Brandonowi o wszystkim czego nauczył się o swoim mieście. Pokazał mu miasto nieznane turystom. 

Każdego dnia poznawali się wzajemnie co raz bardziej. Stawali się sobie bliscy. Powoli tworzyła się między nimi przyjaźń- fundament ich przyszłego związku. 

Ostatniego wieczoru pobytu Brandona w Barcelonie, poszli do najbardziej ekskluzywnej restauracji. Spędzili wspaniały czas, śmiejąc się nieustannie.  Nie pożegnali się po kolacji. Po skończonym posiłku bez słowa wyjaśnień, ruszyli do hotelu Brandona. Nie ważne były zbędne rozmowy. Pożądanie jakie czuli, spotykając się każdego dnia, wreszcie znalazło swoje ujście. 

Była to najpiękniejsza noc zarówno dla Brandona jak i Juana.

Juan, od początku akceptujący swoją orientację, nie mógł uwierzyć w szczęście jakie spotkało go pewnego wieczoru, gdy poszukiwał zapalniczki. Znalazł ją w rękach człowieka, z którym chciał spędzić resztę życia.

Odległość jaka ich dzieliła, okazała się bez znaczenia.

Od pierwszego listu jaki do siebie napisali, od pierwszego wyznania miłości, które miały miejsce tydzień po rozstaniu na lotnisku w Barcelonie, napisali do siebie jeszcze setki, a może tysiące podobnych wyznań oraz listów. 

Spotkali się po bardzo długich 3 miesiącach. 

Wiedzieli, że są sobie pisani.

Po roku zamieszkali razem w Londynie, potem przenieśli swój wspólny dom do Brighton. Następnie przeprowadzili się do Sitges, gdzie ich historia trwa do dziś. 

Otworzyli bar w kamienicy, która była ich pierwszym lokum.

 

Sitges. 2013 rok.

 

Każdy gej przybywający do Sitges w pierwszej kolejności powinien odwiedzić Casablance. 

Bar Juana i Brandona. 

Każdy poczuje się tam jak w domu. Specjalni goście mogą spędzić czas w prywatnej bibliotece Juana, znajdującej się na ostatnim piętrze kamienicy. Wieczorową porą, można również posłuchać przepełnionych perwersyjną nutą nowel autorstwa Juana. 

Po 32 latach, Brandon i Juan wciąż tworzą partnerski związek, oparty na przyjaźni. Każdą decyzję podejmują wspólnie. Są dla siebie wzajemnym wsparciem, podporą. Maszerują przez życie, wciąż pamiętając tę zwyczajną, hiszpańską zimę 1981 roku.

 

Jeroun & Rudy

 

Amsterdam. 1995 rok.

 

Lato przyszło w tym roku wyjątkowo wcześnie. 

Już w maju rozstawiona była większość ogródków kawiarnianych.

 Słońce świeciło swymi najjaśniejszymi promieniami. 

Atmosfera sprzyjała spotkaniom towarzyskim, romansom, 

wolności i przeżywania życia pełnią życia. 

Dla Jerouna- 24-letniego inżyniera, mimo pięknej pogody, 

maj 1995 roku był czasem przepełnionym żalem i frustracją. 

Niezadowolony, nieszczęśliwy, uwięziony w związku, który już od dawna nie

 przypominał relacji dwojga zakochanych, niewidzących poza sobą świata ludzi. 

Mimo, że rozum sugerował spalić mosty, pójść naprzód i tworzyć jeszcze nieznaną, 

nową przyszłość, zdeterminowany Jeroun starał się walczyć o szczęście. 

Codziennie czekał, aż On wróci z pracy, zmęczony po wielogodzinnym nadzorowaniu świetnie prosperującego baru. 

Ostatnio rzadko rozmawiali. Już dawno nie spędzili razem całego dnia śmiejąc się jak dawniej.

Ile czasu minęło już od tych całych dni spędzonych w łóżku? Ile czasu minęło już od tych  zakrapianych kłamstwem telefonów do szefów, 

przełożonych, że dotknięci chorobą, nie pojawią się w pracy?

Nic więc dziwnego, że pewnej ciepłej, festiwalowej nocy jego uwagę przykuł pewien nieznajomy kowboj z namalowaną łzą w kąciku oka.

Rudy- przystojny, szczupły, świetnie zbudowany 27-latek o wielkim sercu.

Pozytywnie nastawiony do świata, przyzwyczajony do brania z niego tego co najlepsze. 

Żyjący chwilą i cieszący się nawet z tych najkrótszych, najbardziej ulotnych momentów napotkanych na swej drodze.

Wyszedł z domu jak zwykle w fantastycznym nastroju, nie mogąc się doczekać co go tego wieczoru zaskoczy i spowoduje szczery uśmiech na jego twarzy. 

Wybierał się na imprezę, na której nie wypadało pojawić się bez przebrania. 

Miał wystąpić jako różowy królik, w ostatniej chwili zdecydował się jednak na strój kowboja. 

Kiedy zobaczył pogodnego chłopaka, dokładnie w jego typie stojącego na samym środku klubu, 

stwierdził, że zmiana decyzji dotyczącej kreacji była jedną z najlepszych decyzji jego życia.

Przez ułamek sekundy zatrzęsła się ziemia. Do tej pory trudno stwierdzić czy było to spowodowane 

anomaliami pogodowymi w Holandii mającymi miejsce w połowie lat '90, czy tylko dwie osoby będące 

tego wieczoru w ………………….. odczuły energiczny wstrząs, który odmienił ich życie. 

Jeroun wymknął się do toalety. Nie musiał długo czekać. Po chwili za drzwiami pojawił się również Rudy. 

Pocałunek. Namiętny. Skradziony. Łapczywy. Zbyt krótki.

Nie potrzebne były słowa. Od chwili, gdy spojrzeli sobie w oczy wiedzieli. 

Jedno spojrzenie, sprawiło narodziny czegoś trwającego na wieki. Nieulotnego. Wiecznego.

Zaniepokojeni zniknięciem Jerouna znajomi, odnaleźli go i zabrali na dalszą wycieczkę po klubach. 

Wychodząc zdążył krzyknąć do nieznajomego kowboja, że będzie w najbliższy piątek w EAT- jednym z 

najbardziej znanych gejowskich klubów Amsterdamu.

Przez następne 5 dni Jeroun myślał tylko o sekretnym pocałunku i o następnym spotkaniu z nieznajomym. 

Podekscytowany przestał zauważać nieobecność swojego mężczyzny. Już nie czekał. Był zajęty rozmyślaniem o tym nowym, nieznanym.

Piątek. 

Wyczekany piątek wreszcie nadszedł. Zbliżała się godzina 23. 

Niespokojny Jeroun chodził po mieszkaniu nerwowo i odliczał minuty do wyjścia. 

Jego przykrywką był kolega hetero, który rzekomo wybierał się z nim do EAT.

Niedługo po 23 pojawił się samotnie w umówionym miejscu, szybko przeszedł przez klub rozglądając się czy kowboj już się pojawił. 

Kiedy stwierdził, że nigdzie go nie ma, zajął miejsce na kanapie przy wejściu, by mieć na oku każdego kto wchodził do klubu. 

Po godzinie zdziwiony, wielce zaniepokojony zobaczył swojego chłopaka i brata, wchodzących razem do klubu. Nie mógł uwierzyć. 

Był tak bliski swojego szczęścia, które teraz, w jednej chwili nieubłaganie się oddalało.

Na poczekaniu wymyślił historię. Udało się! Spławił ich! Zniknęli.

Znów siedział wbity w kanapę. Czekał. 

O 2 w nocy, zniechęcony, zwątpił, ze dojdzie do wyczekanego spotkania. Powoli zaczął zbierać się do wyjścia. Nie spiesznie. Powoli.

 Wciąż ze skrywaną nadzieją. 

Ujrzał go kątem oka. 

Jeszcze bardziej przystojny i pociągający. 

Podeszli do siebie. Przywitali się pocałunkiem w usta. Zaczęli rozmawiać. Pochłonięci rozmową nie zorientowali się, że zaczęło świtać. 

Mijały godziny. Wszyscy goście zdążyli już wyjść. Zostali sami. Wyszli jako ostatni. Pożegnali się. 

Tym razem oboje byli pewni, że zobaczą się jeszcze tego samego dnia. Ich romans trwał tydzień. Każdego dnia gdy

 Jeroun zostawał sam, czym prędzej biegł na spotkanie z Rudym. 

Zapracowany, wiecznie zmęczony chłopak, który już od dawno nie powinien być tym mianem nazywany, niczego nie zauważył.

 Nie zorientował się, że serce Jerouna należy już do innego.

Rudy zmęczony ukrywaniem przed światem uczucia, którym darzył pogodnego, wspaniałego, młodego człowieka, postawił ultimatum. 

Jeroun musiał podjąć decyzję. 

W dniu, gdy usłyszał o wyborze, którego musi dokonać, dowiedział się o narodzinach siostrzeńca. 

W tym radosnym dniu przyszła refleksja. Świętując u siostry, wstał nagle z kanapy i wypowiedział słowa " W naszej rodzinie pojawiła się nowa postać, 

a więc jedna musi odejść". Nikt nie wiedział do czego zmierza Jeroun. 

Zdziwiona rodzina patrzyła tylko jak chłopak w pośpiechu zbiera swoje rzeczy i wybiega z domu niczego nie wyjaśniając.

Już następnego dnia wszyscy wiedzieli o rozstaniu. 

Po powrocie do domu, stanowczy Jeroun pożegnał się z człowiekiem, z którym spędził ostatnie 3,5 roku. Nie czuł żalu, smutku,

 krwawienia serca, które często towarzyszy chwilom rozstania.

Poczuł natomiast ogromną ulgę. Był szczęśliwy. Wolny.

Nigdy nie żałował decyzji którą podjął w maju 1995 roku.

Od 17 lat wraz z Rudym zmierza w stronę szczęścia. Idą ręka w rękę, od czasu do czasu trzymając się pod rękę. Zawsze razem.

 

Sitges. 2013 rok.

 

Jeroun i Rudy. Rudy i Jeroun.

Znani są z uwielbienia do zabawy. Z klubów wychodzą jako ostatni. Zamiłowanie do najlepszych, wieczorowych kreacji nadal trwa. 

Na ostatniej imprezie można było poznać dwie, przystojne holenderskie dziewuszki w chodakach.

Są jednością od 17 lat. 

Dumni. Szczęśliwi. Wolni. Zawsze wierni sobie wzajemnie. 

Celebrują życie każdego dnia, ciesząc się z każdej, wspólnie spędzonej chwili.

 

 

 

 

"jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek" "jakub stanek"