Lets build sand casstle

Dziś znów idziemy na plażę

Dziś znów na plażę. Fortece. Zamki. Fosy.
Chciałem zdążyć ze śniadaniem przed Kajtkiem.
Zdążyć na czas. Bazy. Pałace. Bloki.
I ten piasek, który nigdy się nie kończy.
Drogi. Telefony. Autostrady. Musimy wszystko wziąć.
Spakować wszystkie  rzeczy. Beton. Cement. Klej.
Dziś znów idziemy na plażę.

Szybkim ruchem przełożyłem klepsydrę do góry nogami.
Te trzy krótkie minuty, które ugotują mi jajko na miękko,
piasek zamknięty w środku, przesypywał już pewnie całą wieczność.
Klepsydra to idealny przykład recyklingu.
Recyklingu czasu.

Matematyczne pytania zadawane w nieskończoność.
Tato, jaka jest największa liczba we Wszechświecie?
Szum morza. Ile go szumi? Piach skrzypi pod stopami.
Ile go skrzypi? Patykiem na piasku.
Tato który kwadrat jest większy?
Nieskończenie długa linia horyzontu.

Kajtek wchodzi na górę mokrego piachu.
Fale obmywają stopy. Wciągają do środka.
To jak wdech i wydech morza. Zabierają piasek.
Morze bez dna. Jama bez końca.
Piasek wpada Kajtkowi do oczu. Płacze.
Wiatr zwiewa pył z piachu.

Żegnamy się z morzem. Żegnamy się z piaskiem.